Szalka Petriego
Co wyrośnie z Kanału Zero? Dlaczego jest to najlepsze medialne wydarzenie ostatnich lat – dla lewicy? Co z lewicowymi mediami?
Krótka prywata
Niczym rozklejające się listwy z meblościanki szwedzkiego giganta, decorum debaty publicznej odpadało i gniło na oczach mojego pokolenia. Czas nauczył mnie żyć bez precyzyjnie wyszlifowanych marzeń o społeczeństwie, polityce i wolności. Kiedy z boku obserwowałem proces zdzierania tej fasady, nawet się cieszyłem. Moje młodsze, antysystemowe ja wypełniało się nadzieją na bardziej sprawiedliwy system. Smutna prawda jest jednak taka, że od pewnego momentu częściej towarzyszył mi strach.
Dorastałem w środku fali antyestablishmentowej prawicy w Polsce i na świecie, będącej kontrą wobec neoliberalnego początku XXI wieku. Złość na poprzednie pokolenie – na to, że nie dowiozło oczywistości, przesłaniała mi prawdziwe blue mojej frustracji. Dorastając w dziwnych czasach zacząłem zauważać co mnie najbardziej boli. Sprawczość. Brak poczucia wpływu na rzeczywistość jest emocją parszywą. Walkę o nią trzeba prowadzić tu i teraz, jednocześnie rozciągając perspektywę na lata. Te dwie taktyki nie wykluczają się ale wymagają skupienia i ciężkiej pracy.
W trudnych chwilach, kiedy wiem, że jest źle i nie mam pomysłu jak wyjść z patowych sytuacji przypominają mi się słowa skippera skąd wieje i dokąd płyniemy. Łódką się steruje do celu ale siłą woli tam nie dopłyniemy.
Walka o Polkę i Polaka
Anno Domini 2025. Nowe media niezblatowane z establishmentem jako jedyne dają jeszcze nadzieję na światopoglądową szczerość. Wszystkie ideowo zardzewiałe, tradycyjne media umierają powolną śmiercią z braku prawdziwej treści. Tymczasem gdzieś zza krzaka wyskoczył wygadany pan od piłki nożnej, który – wbrew obiegowym opiniom – potrafi łączyć część Polaków ponad podziałami. Gra na prostych nutach, ale daje przestrzeń do wypowiedzi osobom o poglądach innych niż jego własne – oczywiście dopóki znajdują się na to odbiorcy.
Jest w tym trochę uroku disco polo, które kłuje w oczy „jamiroquaiowską” warszawkę. Mało kto chce przyznać, że to właśnie tutaj powstała współczesna Agora. Nie tam, gdzie stoi liberalno-kapitałowa (nomen omen) spółka Agora S.A., jak chcieliby liberałowie, ani nie tam, gdzie artykuł czyta pięćdziesiąt osób, jak życzyliby sobie niektórzy lewicowcy. Agora narodziła się oddolnie na YouTubie.
Mimo że mam niemały problem ze współczesną wersją zglobalizowanego konserwatyzmu, lubię co jakiś czas zajrzeć w komentarze i wpisy na Twitterze prezentujące inny punkt widzenia. Robię to z czystej uczciwości i chęci uniknięcia zamknięcia się w własnej informacyjnej bańce. Dla kilku napompowanych salonowym elitaryzmem osób będzie to spory dysonans poznawczy, ale ludzie o konserwatywnych poglądach potrafią robić to samo. Muszą jednak mieć do tego jak najprostszą drogę.
Widzowie Kanału Zero niejednokrotnie udowadniali, że nie partia, z której wywodzi się gość, jest dla nich najważniejsza, lecz to, czy potrafi ich przekonać do swojego punktu widzenia. Dla porządku trzeba przyznać, że Kanał Zero jest wewnętrznie konserwatywnym medium. Choć w swoim DNA ma coś, co daje nadzieję: autentyczną złość na zastaną scenę polityczną, znudzenie elitami i antysystemową energię. KZ to także brak partyjniactwa i otwarcie szczere odloty dziennikarzy, którzy nawet nie udają kogoś innego, niż są.
Przyjrzyjmy się kilku z nich z bliska. Zacznijmy od Joanny Pinkwart – ikony konserwatywnej mowy-trawy, pierwszoligowej grifterki. Na drugą nóżkę mamy Jakuba Dymka, prezentującego nowo-lewicowy entryzm. Na tym obrazku widać ładnie rozłożone akcenty: lewicowiec w krawacie z wąsem oraz wyluzowana konserwatystka. Dlaczego to nie jest para prezydencka!
Są to stosunkowo nowe postacie na dziennikarskiej scenie, ale w KZ pojawiają się też uznani fachowcy. Arleta Bojke – dziennikarka od spraw zagranicznych – w swoim nienarzucaniu odbiorcom światopoglądu prezentuje popową wersję obiektywności. Jest też Robert „Jest pan prawnikiem? To proszę wymienić wszystkie prawa” Mazurek, konserwatywna tkanka aspirująca do elity, która nigdy go nie chciała; takie Porozumienie Centrum polskiego dziennikarstwa. Kolejne elementy ramówki to generał Rajmund Andrzejczak i Sławomir Dębski, którzy realizują misję, jaką popieram. Reszta to nowe twarze, parę internetowych osobowości oraz kilka całkiem zabawnych formatów do sprzątania i mycia podłóg, jak Zero Kultury.
Jeśli uczciwie popatrzymy na to wszystko z dystansu, zobaczymy, że spektrum jest całkiem szerokie. Konserwatywne, przeżarte liberalizmem lat 90’ z nutami antysystemowymi i solidarnościowymi - trochę jak polskie społeczeństwo. Z przymróżeniem oka, można nawet powiedzieć, że jest egalitarne.
Zero substancji
Kanał Zero jest dziś prawdopodobnie najchętniej konsumowanym medium informacyjno-publicystycznym w naszym pięknym, nadwiślańskim kraju. Zliczając grupy ideowo-polityczne obecne w Kanale Zero, okazuje się, że znajdziemy tam: wyraźną Konfederację, coraz śmielej rozpychający się PiS, odrobinę Trzeciej Drogi oraz orbitującą gdzieś na obrzeżach Paulinę Matysiak (a przynajmniej mit jej osoby tam zakwitnął). Szukam głosów Platformy Obywatelskiej – i nie znajduję. Może momentami przewinęło się coś u Matczaka na temat praworządności, ale w tym chórze nic wyraźnego z tamtej strony nie przebija.
Możemy oczywiście zapytać, czym właściwie są poglądy platformerskich liberałów bez całego anturażu Axla Springera, TVN-u czy Agory S.A. Jakie konkretnie idee reprezentują – bez elegancko ubranych, ładnych ludzi z niezłym żartem na ekranie? Po chwili dostrzegam pewną postać, która mogłaby uosabiać tę nagość - Roberta Gwiazdowskiego. Kiedy zedrze się całą otoczkę decorum, treść jaka zostaje to przygnębiający, wyprany z emocji i intelektualnie nieuczciwy klasistowski bełkot.
Jeśli jednak prywatna partia stanowiąca trzon rządu Donalda Tuska chciałaby wprowadzić do Kanału Zero swoją medialną szablę – kogoś spoza systemu politycznego – powinna zrobić to jak najszybciej. W chwili największego kryzysu władzy od czasu, gdy Donald Tusk po raz pierwszy został premierem, gorzej już być nie może. Potrzebny jest rzecznik, który przedstawi własną wersję prawdy liberalnych elit III RP. Należy się to tym elitom, ale przede wszystkim – należy się to obywatelom. Podpowiadam nawet nazwę Zero Substancji.
Wzrok na wysokości blatu
Dlaczego akurat lewica ma tu najwięcej do ugrania? Bo to początek nowego rozdania. Lewica wreszcie ma wzrok wyżej niż wysokość blatu. Jest niezależna i uwolnią się od pseudoprogresywnych liberałów, z którymi była zespawana przez całą III RP. Jeśli większość Polek i Polaków to aktualnie konserwatywni liberałowie, i tak nie ma lepszej przestrzeni, żeby spokojnie przedstawiać im lewicowe poglądy. Kampanie wyborcze są bardzo drogie, a dostęp do setek tysięcy ludzi w Kanale Zero darmowe. Okno Overtona jest otwarte na oścież i może przesunąć się tak w prawo jak w lewo.
Parlamentarna lewica nie dysponuje własną telewizyjną ramówką, w której zmieściłaby swoją „ideologiczną czystość”. Może za to budować świadomość swoich idei, rozpoznawalność twarzy i dalej mówić swoim językiem – nawet jeśli nie dzieje się to na jej własnym terenie.
Dwie Lewe Ręce są dopiero na etapie określania, czym właściwie mają być. Jak przystało na pracusiów, zakasali rękawy i biją się na kilku frontach pod sztandarem lewicowości. Krytyka Polityczna wciąż sprząta po huraganie, który przeszedł przez nią w ostatnich latach, włączając świeżą dramę z Krzysztofem Gonciarzem. Jest też kilku niezależnych wolnych strzelców, którzy barwnie opowiadają o ideałach, ale (jak to indywidualiści) mają problem z organizacją kolektywu. To zresztą największy paradoks tej strony politycznej barykady.
W świecie technofeudalizmu, technoligarchii i nieustannych kryzysów humanitarnych lewicowi politycy i dziennikarze nie są w pozycji, by wybrzydzać. Trochę przebiegłości i wykorzystania tej szalki Petriego do eksperymentowania, co działa i trafia do ludzi, nie wyklucza budowania niezależnych, lewicowych struktur medialnych. Jeśli ktoś się boi, że jego poglądy się zmienią pod presją otoczenia to ma problem z poglądami.
Biadolenie, że boli po trudnej rozmowie z prawicowcami, nie przystoi ruchom pracowniczym, które zawsze walczyły o sprawiedliwość z silniejszym przeciwnikiem. Bernie Sanders powtarza te same hasła w skrajnie nieprzyjaznych warunkach od 60 lat. Skoro Bernie przychodzi do Joe Rogana to dlaczego Zandberg ma nie chodzić do Stanowskiego? Jeśli chcecie zamykać się znowu na wszystkich wyborców, którzy nie słyszeli o Nowym Obywatelu, to moje pytanie brzmi na czym tak właściwie chcecie oprzeć te pluralistyczne, niezależne media?
Na współpracach? Lewicowcy pożrą się o to, która firma może, a która już nie – i skończy się jak projekt Kasi Babis. Na Patronite? Jasne, kilka kanałów może się z tego utrzymać, ale nie zatrudni na UoP nikogo poza redaktorem, grafikiem i montażystą. Na wypłatach z reklam od Big Techów? Niezależność światopoglądowa i obrona wartości wymaga niezależności finansowej, instytucjonalnej i architektury cyfrowej a to bardzo długa droga.
Praca, którą włożył sztab partii Razem może pójść na marne, jeśli znowu zamkną się w pruderyjnej bańce. W czasie, w którym kilkanaście osób będzie się o to przepychać o to „co lewica powinna”, chce widzieć socjaldemokratów tam, gdzie są milionowe zasięgi. Mikrofony nie gryzą. Za dwa lata są wybory. Trzeba budować. Trzeba chodzić. Byle pod własnym sztandarem.

